poniedziałek, 23 lipca 2012

Weekend w Olsztynie


Szykujemy się na jarmark Jakubowy w Olsztynie. Już w najbliższą sobotę i niedzielę. Będziemy mieli oczywiście trochę rzeczy zrobionych z muszli św. Jakuba, oraz same czyste muszle... 














Łyżki do sałatki


















Mydelniczka



...ale przede wszystkim nasze „drewienka”. 


Dla miłośników kuchni pełnej zapachów ziół.

 Dla miłośników klimatów ludowych.


Będą też zegary, w przeróżnej postaci. Nie tylko te zdobione wzorami, ale również z samych desek i plastrów drewnianych. Inspiracją dla tych pierwszych było znaleziona w "drewutni" wieko od beczki po śledziach atlantyckich. Wieko ma datę 19 - 3 -1960, było pęknięte i brudne. Dopiero po przetarciu go z warstw brudu, błota, dostrzegliśmy jego urodę. Teraz zegar, który z niego powstał zdobi naszą chatkę. Próbujemy sami tworzyć podobne, ale ten jest niepowtarzalny.



28-29 lipca  2012r. - zapraszamy na Stare Miasto w Olsztynie.


czwartek, 19 lipca 2012

Urząd a sprawa wiejska..


Udało mi się dzisiaj zarejestrować firmę. Faktycznie dość szybko to poszło chociaż od idei do wypełnienia formularza prawidłową ilością odpowiednich kodów i znaczków droga jest dość długa i trochę bolesna. Dopiero pani „w okienku” dopięła wszystko na ostatni guzik, pomogła wyprostować i zrozumieć co nieco. Jeszcze nie wszystkie formalności-przyjemności za mną, ale tę najważniejszą mam już za sobą J

Dzisiaj zatem, ku pokrzepieniu serc i zbolałych miejskim życiem dusz… polecam odprężające widoczki z naszej okolicy.
Nie wiem kogo jeszcze uradują te widoki J Ja je uwielbiam. Rozlewisko „bobrowe”, chmury na naszym kawałku nieba, ogień na który można patrzeć i patrzeć… i patrzeć….












wtorek, 17 lipca 2012

Jarmarki, jarmarki...



Czas letnich imprez. Próbujemy swoich sił na różnych „ulicznych” kiermaszach rękodzieła, gdzie można coś sprzedać, trochę pogadać, poznać nowych ludzi J
Tak wyglądało nasze stoisko (szumnie  nazwane!) w Olsztynie podczas Święta ulicy Dąbrowszczaków.

Było naprawdę upalnie!!

Cała ulica jest zamykana dla ruchu samochodowego, zamienia się w wielki deptak i jarmark. Od miodów i wędlin, przez rękodzieło (takich rzeczy jak nasze nikt inny nie miał) po występy chórów. Fajna impreza. Oby miasto takich więcej organizowało.

 



Już niedługo będzie Jarmark Jakubowy w Olsztynie. Też się tam wybieramy. Tym razem już z profesjonalnym namiotem

Do zobaczenia !!!













wtorek, 10 lipca 2012

Przegrzebki zwyczajne = muszle Św. Jakuba.

Dzisiaj trochę z innej beczki. Właśnie: beczka kojarzy mi się z rybami, ryby z morzem, morze z pływaniem Perły i łowieniem ślimaków, czyli Przegrzebków zwyczajnych. Tak właśnie to brzmi - nieciekawie - Przegrzebek zwyczajny. Ale już muszla Św. Jakuba brzmi lepiej. A to w zasadzie to samo. Muszle Przegrzebka są właśnie zwane muszlami Św. Jakuba.
Bawiliśmy się kiedyś w robienie biżuterii  i nie tylko z tych muszli. Może jeszcze do tego wrócimy, kto wie? Chyba nawet całkiem przyjemne dla oka rzeczy nam wychodziły J Zawieszki, kolczyki mydelniczki…





Kiedyś będę musiała te wszystkie stare pomysły odgruzować i przegrzebać (nomen omen). Od sierpnia już będzie więcej czasu na myślenie tylko o tworzeniu różności z różności.






poniedziałek, 9 lipca 2012

Poniedziałek – dzień świstaka.


Zaczyna się nowy tydzień a u mnie dzień świstaka J Znowu autobus o świcie, 5 godzin podróży i dłuuuugi dzień w pracy. Za długi jak na poniedziałek. Ale zostały mi już tylko trzy takie poniedziałki i wreszcie będzie można zacząć tydzień o 6.00 a nie o 3.25 ;))))))))))))))))
Gdyby nie moje weekendy z rękodziełem, to nie wiem jak długo bym to jeszcze zniosła….. Jednak dążenie do upragnionego celu daje sporo siły. 






Takie widoki też dodają energii J




czwartek, 5 lipca 2012

Żeby było miło.


Czy to jakaś nowość? Nie sądzę. Mam taką refleksję po wczorajszym dniu. W kontaktach międzyludzkich działa ta zasada od zawsze i prawie w 100% przypadków. Jesteśmy mili dla innych, oni też odwzajemniają tym samym. Pomijam ludzi emocjonalnie zachwianych, bo Ci mogą być albo natarczywie mili J albo notorycznie nieuprzejmi.
Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe. Taaaaak…….. Nie zawsze o tym pamiętamy.


moje fiołeczki

poniedziałek, 2 lipca 2012

Nuda początkiem wszystkiego?


         Cały pomysł gdzieś się tlił w środku od dzieciństwa. Pomysł na życie czy raczej marzenie o sposobie na życie. Tylko, że takie marzenia ma wielu z nas a realizują je nieliczni. Dość długo  siedziało we mnie przekonanie, że i ja będę jedną z tych osób co marzą sobie do końca życia. Ciągle na coś brakowało i nadal brakuje pieniędzy a niestety świat jest okrutny i bez pieniędzy nie pozwala żyć. To już nie te czasy, że można było zbudować chatkę pod lasem lub w lesie, i żyć z tego co matka natura dała. Teraz są urzędy, ZUS-y  i inne „przyjemności” czyhające na marzycieli J
          Zatem zaczęło się niewinnie, od nudy. Siedząc po pracy w dużym mieście, niespecjalnie zainteresowana miastem, pubami, imprezami i tego typu rozrywkami, postanowiłam dla zabicia nudy coś robić. Malowanie i rysowanie troszkę mi się znudziło i zaczęłam szperać w Internecie. Decoupage – to było to, co mi się na pierwszy rzut oka spodobało i wciągnęło mnie na tyle, że zaczęłam się sama uczyć z opisów jakie znalazłam w necie. Po pierwszych próbach mniej czy bardziej udanych zaczęłam robić bombki na choinkę dla znajomych bliższych i dalszych, dla rodziny i tak dalej i tak dalej. Niby to nic twórczego (w porównaniu z grafiką czy malarstwem) a jednak przyniosło mi to dużo przyjemności. Skoro coś sprawia frajdę, czemu tego dalej nie robić?  Pierwszy rok, drugi rok, trzeci.



moje pierwsze bombki....


         No i to był początek myślenia, że skoro wszyscy, którzy mieli okazję oglądać moje prace, są pozytywnie nastawieni, niektórzy wręcz zachwyceni, Skoro wszystkim się podoba, to może jednak z tego dałoby się kiedyś, jakoś żyć? No ale od bombek do całej reszty była jeszcze długa droga….. a po drodze doszedł jeszcze ktoś kto pomaga nie tylko psychicznie J

Moja Perła...


Teraz kiedy mamy już wymarzony dom daleko za wsią, dwa kiciusie przeflancowane skutecznie z miasta,  motyle, żurawie, pliszki, zające, lisy, borsuki, sarny, bobry…. I szerszenie, brrr, to w zasadzie jedyne czego jeszcze potrzebujemy to móc żyć na tej wsi i pracować, i jak najrzadziej wyjeżdżać do miasta.  Moja Perła żyje już tutaj od roku. Ja dopiero przygotowuję się do „powrotu” i nie mogę się już doczekać. Pomysły roją mi się w głowie i wiem, że nawet jeśli będzie ciężko zacząć, to damy radę. Nie ma planu B.

Zima w domu - motyl karmiony przez nas wodą z cukrem...:)